Kiedy dawno temu, przygotowywałam dokumenty sprzedaży......pewnej działki gruntu, nie sądziłam, że za parę lat to będzie moje miejsce pracy. Działka po pewnym czasie zmieniła się w plac budowy, na którym szybko stanął magazyn, potem pojawili się ludzie i towary. Tak więc obok przedsiębiorstwa, w którym pracowałam, na moich oczach wyrosła baza logistyczna firmy Deante.Gdy okazało się, że moja ówczesna firma kończy działalność i muszę szukać innej pracy, "przeskoczyłam przez płot" i zaczęłam odpowiedzialną i trudną pracę w Biurze Obsługi Klienta firmy Deante. Przez wiele lat wystawiałam dokumenty sprzedaży, wysyłając towary w rożne regiony Polski i nie tylko, do klientów, którymi się opiekowałam.
Baterie, zlewozmywaki, natryski i kabiny stały się dla mnie "chlebem powszednim". Wiem co to "rurka sztywna" i "wentyl" (cyt. klienta) czyli wężyki do baterii, ile jest granitu w granicie i czy istnieje zlewozmywak "samoczyszczący". Podczas wszelkich wizyt towarzyskich zawsze sprawdzam, co ludzie mają w łazienkach i kuchniach i czy przypadkiem nie są to produkty mojej firmy.
Po pewnym czasie z fakturzystki przedzierzgnęłam się w specjalistkę ds. sprzedaży, potem powierzono mi obowiązki z-cy kierownika działu, w którym pracowałam. Od lutego 2009 pracuję w Centrali firmy Deante w Łodzi, zajmjąc się klientami sieciowymi. Niedawno też świętowałam 10-lecie pracy w firmie. To praca, która daje wiele satysfakcji i rozwija, choć przyznaję czasem nie jest łatwo. Myślę jednak, że nic, co przychodzi lekko nie jest warte zachodu, tak więc zaczynam 11 rok...
Zanim rozpoczęłam pracę w Deante......decyzję o zmianie poprzedniego miejsca pracy podjęłam dużo wcześniej, ale wiadomo podchodziłam do niej "z pewną dozą nieśmiałości" i dość leniwie. Nie zmuszały mnie na szczęście do tego okoliczności, a jako młodej ambitnej osobie wydało mi się, że stać mnie na coś więcej. Dość nieregularnie uczęszczałam więc na kolejne interview, i po każdym znajdowałam sobie jakieś wytłumaczenie, żeby nie podjąć nowego wyzwania. Przyznaję, że po pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej w Deante również nie obiecywałam sobie zbyt wiele. Tym bardziej, że stanowisko na które zdecydowałam się aplikować nie do końca odpowiadało moim zainteresowaniom, kwalifikacjom i co tu dużo mówić także aspiracjom. Ofertę pracy w Deante znalazłam w poniedziałkowym wydaniu "GW Praca" - wówczas jednym z najbardziej aktualnych i obszernych źródeł z ogłoszeniami miejsc pracy - i dość szybko zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną. Nie będę zdradzać wszystkich tajników i aspektów tej rozmowy, ale przyznam, że była to jedna z ciekawszych rozmów jaką odbyłam - nie było sztampy, kwestionariusza, testów na inteligencję (przynajmniej nie tych standardowych), itp. Po pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej w Deante jedno było pewno: jak nie zachowałam się zgodnie z książkowymi zasadami, ale i pytania nie były standardowe, np. a czym tak naprawdę chciałaby się Pani zajmować w życiu?
Tymczasem telefon zadzwonił po raz kolejny i ponownie zaproszono mnie na spotkanie. Tym razem w innym gronie i już z konkretnymi propozycjami - ku mojemu zadowoleniu zupełnie innymi niż na początku. Zaproponowano mi pracę w dziale promocji i pomimo wielu prób zniechęcenia mnie pracą fizyczną w magazynie, tym razem zdecydowałam się podjąć wyzwanie... a dzisiaj, z ponad 3-leniej perspektywy z całą pewnością stwierdzam, że była to słuszna decyzja.
W dziale promocji rozpoczęłam ciężką, ale i pasjonującą pracę na stanowisku Specjalisty ds. Marketingu. Z każdym dniem uczyłam się nowych rzeczy, rozwijałam własne umiejętności, podpatrywałam lepszych i zbierałam żniwo własnych błędów. Opłaciło się... dzisiaj jestem Kierownikiem Działu Marketingu, a wszystkim aplikującym życzę powodzenia i podobnych refleksji po latach.
Moja historia w Deante...Zanim zaczęłam pracować w Deante, wykonałam solidną rundę po rynku ofert. Poszukiwanie pracy rzadko należy do rzeczy przyjemnych. Szczególnie, gdy wbrew oczekiwaniom, okres ten niebezpiecznie się przeciąga. Najpierw, oferty sortuje się wybrednie, powoli - żeby oszczędzić sobie wszelkich możliwych pomyłek. Potem jednak czas przyspiesza, a poszukiwania stają się niemniej angażujące niż praca na pełnym etacie. Dlatego, gdy po intensywnym okresie rekrutacyjnym znalazłam w końcu miejsce, w którym mogłam "odetchnąć", nie miałam zamiaru szukać dalej. Telefony, które nadal odbierałam w sprawie pracy, ucinałam więc krótkim: "dziękuję, nieaktualne."
Jednak przy którejś rozmowie z kolei, Głos ze słuchawki nie dawał za wygraną: "Jeśli nie może Pani w piątek, zapraszam w poniedziałek... o 17 za wcześnie? Nie ma sprawy! Proszę przyjść na 18..." Gdy obalone zostały już wszystkie z przeszkód, które nie pozwalały mi dotrzeć na rozmowę, a ja nadal wykazywałam niezdecydowanie, Głos wyraźnie się zirytował: "Przecież ja Pani nie zmuszam!"
Przez chwilę na linii zaległa cisza. Jednak coś "załapało", bo na rozmowę przyszłam.
A dalej ... to już sama przyjemność :) Teraz robię to, co lubię, czyli dbam o to żeby marka Deante wyglądała dobrze i dobrze się kojarzyła. Budowanie oczywiście pozytywnego wizerunku firmy to pasjonujące zajęcie, a od niedawna mogę cieszyć się nim znów 8 godzin dziennie - w Deante :)